Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2011

Dystans całkowity:656.65 km (w terenie 108.10 km; 16.46%)
Czas w ruchu:32:42
Średnia prędkość:20.08 km/h
Maksymalna prędkość:48.00 km/h
Liczba aktywności:14
Średnio na aktywność:46.90 km i 2h 20m
Więcej statystyk

Na okecie

Poniedziałek, 27 czerwca 2011 · Komentarze(0)

lasek kabacki

Niedziela, 26 czerwca 2011 · Komentarze(0)

Test kolana

Poniedziałek, 20 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Było zimno, lecz nie padało, postanowiłem, że zrobię sobie jakieś 20 km. Zanim zrealizowałem plan ubranie i innych pierdół minęło jakieś 20 minut. wszystko super, wystawiam rower i zaczyna padać, no trudno pojadę, minęło kilka minut i zaczęła się straszna ulewa i zawinąłem się do domu.

Maraton o Złoty Pierścień Mławy

Sobota, 18 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Pobudka o 6:30, wyjazd 7:30. Dojeżdżając do Mławy zaczęło solidnie padać. Na miejsce dojechałem sporo przed 11:00. Odebrałem pakiet startowy, skręciłem rower i byłem gotowy do startu. Gdzieś koło 10:20 deszcz przestał padać, zrobiłem sobie rozgrzewkę i ustawiłem się na starcie. Zawodników było w sumie 60. Trasa składała się z dwóch pętli po 25 km. Podczas rozgrzewki postanowiłem, że pojadę w kurtce przeciwdeszczowej i to był wielki błąd. Już po paru kilometrach zacząłem się gotować, musiałem się zatrzymać i spakować kurtkę do plecaka. Trasa była dosyć ciekawa, było kilka podjazdów, i kilka łatwych zjazdów, gdzie leciałem jakieś 35-40km/h. Podczas postoju wyprzedził mnie jeden bajker, lecz później go doszedłem, chwilkę pogadaliśmy i pojechałem dalej. Pod koniec pętli był krótki, lecz kręty singielek, a po nim zjazd. Na tym właśnie zjeździe jak kończyłem drugie kółko zaliczyłem glebę, było dużo piachu i zakręt w prawo. Nawet nie wiem kiedy kiera mi się skręciła i już leżałem wypięty. Podczas upadku ucierpiało moje lewe kolano, porządnie przywaliłem o ramę i tak trochę styrany dowiozłem się do mety.

Trening na kabatach + miasto

Wtorek, 14 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Na miejsce zbiórki dotarłem jako jeden z pierwszych. Jak już się wszyscy zebraliśmy, jakieś 25 osób to ruszyliśmy ścieżkami na Agrykolę. Początkowo myślałem, że będziemy cisnąć pod górę po ulicy, jednak wbrew moim przewidywaniom początkowo ćwiczyliśmy zeskakiwanie i wskakiwanie na rower. Później ruszyliśmy na podbój górki, celem było zeskoczenie z roweru (zależnie od możliwości, jedni wjeżdżali wyżej, drudzy niżej) i wbiegnięcie z rowerem na górkę. Zjazd odbywał się w rynnie obok schodów. Początkowo się obawiałem, ale później to już jakoś się jechało. Tak zrobiliśmy jakieś około 5 kółek. Po tym ruszyliśmy na podbój podjazdów dla wózków wzdłuż schodów, zjazd odbywał się również w rynience. Była też wersja dla bardziej pro, mianowicie wjazd jeszcze wyżej (niestety nie dałem rady) i później zjazd fajnym krótkim singlem. Na zjeździe na zakręcie, gdzie zawracaliśmy, wynosiło mnie na zewnątrz, za każdym razem. Później losowanie koszulki i wszyscy się rozjechaliśmy. Na ochotę pojechałem z pewną bikerką, a później pokręciłem się po Wawie i wróciłem do domku.