Maraton o Złoty Pierścień Mławy
Sobota, 18 czerwca 2011
· Komentarze(0)
Pobudka o 6:30, wyjazd 7:30. Dojeżdżając do Mławy zaczęło solidnie padać. Na miejsce dojechałem sporo przed 11:00. Odebrałem pakiet startowy, skręciłem rower i byłem gotowy do startu. Gdzieś koło 10:20 deszcz przestał padać, zrobiłem sobie rozgrzewkę i ustawiłem się na starcie. Zawodników było w sumie 60. Trasa składała się z dwóch pętli po 25 km. Podczas rozgrzewki postanowiłem, że pojadę w kurtce przeciwdeszczowej i to był wielki błąd. Już po paru kilometrach zacząłem się gotować, musiałem się zatrzymać i spakować kurtkę do plecaka. Trasa była dosyć ciekawa, było kilka podjazdów, i kilka łatwych zjazdów, gdzie leciałem jakieś 35-40km/h. Podczas postoju wyprzedził mnie jeden bajker, lecz później go doszedłem, chwilkę pogadaliśmy i pojechałem dalej. Pod koniec pętli był krótki, lecz kręty singielek, a po nim zjazd. Na tym właśnie zjeździe jak kończyłem drugie kółko zaliczyłem glebę, było dużo piachu i zakręt w prawo. Nawet nie wiem kiedy kiera mi się skręciła i już leżałem wypięty. Podczas upadku ucierpiało moje lewe kolano, porządnie przywaliłem o ramę i tak trochę styrany dowiozłem się do mety.


